Przepraszam za brak nowych notek. Nie mam pomysłu na to opowiadanie, więc na czas wakacji postanawiam tego bloga zawiesić. PRZEPRASZAM
Na pocieszenie założę drugiego bloga, gdzie będę wstawiać same miniaturki. Te z tego bloga przeniosę, a tu usunę.
Adres bloga z miniaturkami:
Miniaturki Da Mi.
Dziękuję cierpliwym za nienarzekanie. Dostałam się do mojego wymarzonego liceum!!!
niedziela, 6 lipca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
Miniaturka 2 "Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?" cz.3
Oto część 3 z 4. Dziś o 20.00 na TVNie "Harry Potter i Komnata Tajemnic". Kto ogląda? Ja tak.
_______________________________________________________________
_______________________________________________________________
Miniaturka 2 "Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?" cz.3
Stanął przed drzwiami domu państwa Grangerów. Zapukał. Drzwi otworzyła mu ona.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Dlaczego zniknęłaś? Szukałem Cię - wybuchnął.
- Wejdź. - powiedziała cicho. Wiedziała, że nie może dłużej tego ukrywać. Zaprowadziła go do salonu, gdzie siedzieli jej rodzice z wnukami.
- Mamo, tato zabierzcie dzieciaki do ogrodu.
Grangerowie wymienili spojrzenia i zabrali wnuki bez słowa.
- Usiądźmy - rzekła wskazując kanapę, na której chwilę wcześniej siedzieli jej rodzice. Nie czekając na reakcję mężczyzny zajęła miejsce. - Może zacznę od początku.
- Ja myślę. - odpowiedział siadając obok brązowowłosej.
- Parę dni przed tym jak uciekłam w naszym mieszkaniu pojawił się twój ojciec. Kazał mi ciebie zostawić, bo w jego rodzinie nigdy nie było i nie będzie szlam. Nie zgodziłam się. Wtedy próbował mnie przekupić.
- Co?
- Nie przerywaj mi. Gdy powiedziałam, że cię kocham i nigdy cię nie zostawię, rzucił na mnie zaklęcie Blocklow*.
- Co to za zaklęcie?
- Powoduje ono to, że nie mogę się z tobą przebywać, przytulać, całować, kochać. Inaczej będziemy odczuwać ból. Nie mogłam dopuścić, byś przeze mnie cierpiał. Spakowałam się i teleportowałam do rodziców. Następnego dnia dostałam mdłości. Mama zaciągnęła mnie do lekarza. Drugi miesiąc... Nie mogłam ci powiedzieć... nikomu. Rodzice mi pomogli. Wyjechałam do Glasgow do koleżanki. Tam urodziłam Narcy, Alexa i Sam. Potem wyjechałam do Stanów do ciotki na Florydę. Rok później wyjechałam do Nowego Jorku. Rzadko tu przyjeżdżałam. Częściej rodzice bywali u mnie. Udało mi się ukończyć studia aktorskie. Zaczęłam grać w filmach... małe epizodyczne role w wielkich produkcjach... - zakończyła. Płakała. Mężczyzna odruchowo ją przytulił, jednak nie czuł bólu... ciepło.
- Ojciec nie żyje od roku... - szepnął jej do ucha.
- Czyli zaklęcie już nie działa - skończyła ciszej. - Chcesz poznać swoje dzieci?
W odpowiedzi mężczyzna się uśmiechnął.
- Chwila?Sam?
- Samantha. Jest najmłodsza. Śpi na górze. - wyjaśniła. - Dzieciaki!
Po chwili w salonie pojawiły się pięciolatki
- Mamo, ten pan to nasz tata? - wypaliła blondynka.
- Tak. - odpowiedziała kobieta.
- My go dziś widzieliśmy w parku.
- No tak. Byłem tam z kolegami.
- Jestem Narcyza Hermiona Malfoy.
- A ja Alexander Draco Malfoy.
- A ja Samantha Jean Maloy - dodała mała blondwłosa dziewczynka z brązowymi pasemkami o ciemnoniebieskich oczach.
________________________________________________________________________
Następna część już niedługo.
Accio komentarze! Accio pan Wena!
środa, 11 czerwca 2014
Miniaturka 2 "Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?" cz.2
Oto część druga na cztery. Pan Wena jeszcze nie powrócił :(. Komentarze mile widziane:)
____________________________________________
____________________________________________
"Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?" cz.2
- Osz, kur*a. - powiedział Draco.
To była Hermiona. Jego Hermiona. A dzieci... hm jakby ich mieszanka, czyli on jest ich ojcem. Ale dlaczego mu nic nie powiedziała? Dlaczego odeszła?
- Draco, ty to widziałeś? Ich? Ją?- zaczął delikatnie Zabini - Hermiona...
- Idziemy do Potterów - rozkazał blond włosy. Chwycił przyjaciół i teleportował na Grimmauld Place 12.
- Draco, ty to widziałeś? Ich? Ją?- zaczął delikatnie Zabini - Hermiona...
- Idziemy do Potterów - rozkazał blond włosy. Chwycił przyjaciół i teleportował na Grimmauld Place 12.
***~~*~***
Zapukał do drzwi. Po chwili otworzył im Stworek.
- Dzień dobry. Do kogo panowie?
- Do Potterów - sarknął i nie czekając na zaproszenie wtargnął do mieszkania.
- Co ty tu robisz Malfoy? - zaczęła pani Potter
- Nie udawaj. Dlaczego Miona odeszła?
- Nie wiem.
- Gin, nie kłam. To w takim razie gdzie ona jest? - spytał. Przyjaciele nigdy go jeszcze go tak rozzłoszczonego nie widzieli. Rudowłosa nic nie odpowiedziała. Po chwili obok niej deportował się jej mąż.
- Czego chcesz Malfoy?
- Pytam się, co jest z Hermioną. Właśnie siedzimy sobie w parku, a tu nagle dwójka dzieci z starszym małżeństwem. Na oko pięć lat, a po chwili pojawia się pewna brązowowłosa, a dzieci mówią do niej mamo.
Potterowie nic nie odpowiedzieli. Nastała chwila niezręcznej ciszy.
- Ok. O wszystkim dowiedzieliśmy się trzy lata temu. Wcześniej tylko pisaliśmy - w końcu zaczął Harry.
- Nie chciała byś dowiedział się o dzieciach. Po tym jak zniknęła, powiedziała rodzicom, że jest w ciąży. Oni jej pomogli wyjechać do Stanów. Teraz mieszka w Nowym Jorku..
- Ale dlaczego nic mi nie powiedziała?
- Nie wiem. Nam zabroniła komukolwiek mówić, a szczególnie tobie.W ciągu tych lat w Londynie bywała góra dwa razy do roku.
- A gdzie teraz jest? - spytał Malfoy
- Pewnie u rodziców... - wypalił Bliznowaty, po czym usłyszał tylko trzask aportacji. W przedpokoju Grimmauld Place 12 stali Potterowie, Zabini i Nott.
Ciąg dalszy nastąpi...
_________________________________________
Przepraszam, że krótko, ale chciałam jak najszybciej coś wstawić. Następna może w piątek? Licze na waszą opinię?
niedziela, 8 czerwca 2014
Miniaturka 2 "Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?" cz.1
Macie kolejną miniaturkę (część 1/4). Nie wiem kiedy pojawi się rozdział, pan Wena zniknął. Może komentarzami zachęcicie go do powrotu :) ?Dziękuję za 500 wyświetleń.
Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
Siedziałem z Blaisem i Teodorem w ogródku jakieś mugolskiej kawiarni. Rozmawialiśmy. Teo od dwóch lat spotyka się z Pansy Parkinson, a Blaise ma narzeczoną Parvati Patil. Tylko ja, wielki arystokratyczny dupek, tak jak ONA mówiła, Draco Malfoy, wieczny kawaler od sześciu lat. Zostawiła mnie z dnia na dzień. Odeszła zostawiając list "Nie szukaj mnie" i tyle. Nic więcej. Tego dnia, kiedy spakowała się, wróciłem później niż zwykle. A dlaczego? Wybierałem pierścionek. Tak, tego dnia zamierzałem jej się oświadczyć, po roku związku. Zaczęliśmy chodzić ze sobą w siódmej klasie. Ukrywaliśmy to ze względu bezpieczeństwa... Ślizgon i Gryfonka, Śmierciożerca, niby szpieg Dumbledore'a, i członkini Zakonu Feniksa, przyjaciółka Wybrańca, Arystokrata czystej krwi i Szl... Mugolaczka. Jakby o tym dowiedziałby się Voldemort, zabiłby ją, a jak nie on to mój kochany ojczulek. A gdyby dowiedzieliby się ludzie ze szkoły, odrzuciliby ją. W szkole o nas wiedzieli tylko Drops, McGonagal, Diabeł, Teo i Ruda, jej przyjaciółka. Dopiero po II Wojnie o Hogwart ujawnilibyśmy się. Dwa tygodnie później już jej nie widziałem.
- Draco, rozmarzyłeś się? - usłyszałem głos Zabiniego
- Spadaj - burknąłem.
Nagle koło nas przebiegła dwójka dzieci. Chłopiec i dziewczynka. Za nimi szło jakieś starsze małżeństwo.
- Babciu, kiedy będzie mama? - spytał chłopiec.
- Za godzinę.
- A możemy trochę poczarować? - spytała dziewczynka - Jedno zaklęcie? Dziadku?
- Nie. Mama mówiła, że nie możecie czarować wśród mugoli. A jakbyś nie zauważyła jesteśmy w zwykłej części Londynu. - pouczył wnuczkę dziadek.
- Ale...
- Narcy, daj spokój. - powiedział chłopiec
- Cicho bądź Alex.
- Sama bądź cicho. Jestem od ciebie straszy...
- ...o dziesięć minut. Babciu daj mi moją różdżkę.
- Nie Narcy. Jesteś zbyt mała by czarować bez dorosłego czarodzieja.
- Ale Alexander zna dużo zaklęć. To kujon.
- Ej.
- Koniec. - uciął rodzeństwu starszy pan. - Zakaz czarów. Tak powiedziała mama.
Dzieci niezadowolone poszły na plac zabaw, a małżeństwo usiadło na ławce nieopodal.
- Draco, te dzieciaki mi kogoś przypominają. - wyrącił Nott.
Dziewczynka - blondynka z kręconymi włosami i czekoladowymi oczami. Chłopiec - oczy błękitnoszare, włosy brązowe i proste. Kujon, jak powiedziała dziewczynka. Rozrabiara, sądząc po jej zachowaniu. Dziadkowie chyba mugole. Bliźniaki na oko pięć lat, a sześć lat temu ONA odeszła... To niemożliwe.
Nagle zza rogu wyszła pewna brązowowłosa kobieta.
- Mama! - krzyknęły dzieci.
- O cześć Hermionko - rzekł mężczyzna, po czym wszyscy udali się na pobliski parking, skąd odjechali czarnym BMW.
Ciąg dalszy nastąpi...
wtorek, 3 czerwca 2014
Miniaturka 1. "Mój bohater"
Na wstępie chciałabym Was przeprosić za moją małą aktywność. Nie chce zasłaniać się szkołą, znowu, ale nie chcę kłamać. Za dużo nauki. Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, ale w niedziele naszło mnie na pisanie miniaturek. Dziś macie jedną, moją pierwszą. Jest ona zupełnie nie związana z opowiadaniem. Przeczytajcie i oceńcie w komentarzach - wspomóżcie ubogiego pana Wenę.
-------------------------------
-------------------------------
MÓJ BOHATER
Siedzę na cmentarzu przy jego grobie. Zginął tak młodo... za młodo, jako bohater. Uratował mnie, moich rodziców, swoją matkę. Sam nie zdążył.
Było to 27 września 1998 roku. Razem z moimi rodzicami byliśmy na obiedzie u jego matki. Po posiłku usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy oglądać zdjęcia z Jego dzieciństwa... On robiący pierwsze kroki, ... On na nocniku, ... On w pajacyku, w chodziku, ... na pierwszej miotle... Na wszystkich ruchomych fotografiach z Narcyzą lub skrzatami. Nigdy z ojcem. Mimo wszystko wyrósł na wspaniałego mężczyznę.
Następnie poszliśmy do ogrodu. Usiedliśmy w altance przy różach. Urwał jeden kwiat i wplótł mi we włosy. Spojrzałam na zegarek... piętnasta dwadzieścia jeden. Podnoszę głowę i lekko się uśmiecham, na co on całuje mnie w policzek. On patrzy na zegarek, minutę po mnie. Nagle wyciąga on z kieszeni coś i klęka...
- Hermiono Jean Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - pyta rumieniąc się. Wyglądał tak niewinnie, tak uroczo.
- Tak - odpowiadam. On wkłada mi na palec pierścionek dwudziestokaratowy z rubinem i całuje... namiętnie i stanowczo, ale delikatnie.
Nasi rodzice, to znaczy moi i jego mama uśmiechali się, ciesząc naszym szczęściem. Nagle zadzwonił telefon. Jego telefon.
- Halo. Tak. O kurwa... - rozłączył się - Do domu. Wszyscy - rzucił ciągnąc mnie za sobą. Był zdenerwowany, lecz starał się to ukryć. Kiedy weszliśmy do środka zabarykadował drzwi i okna, nałożył na rezydencję zaklęcia ochronne.
- Co się dzieje? - spytałam
- Ojciec uciekł z Azkabanu. Teleportujecie się do Ministerstwa. Tam przejmą was Potter i Weasley.
- Co?! A ty? Chcesz tu zostać?! - zaczęłam na Niego krzyczeć.
- Ty idziesz, ja muszę zostać. Mamo, zabierz już Grangerów, chcę chwilę porozmawiać z Mionką.
Narcyza chwyciła za ręce moich rodziców i się teleportowała.
-Hermiono, musisz uciekać. Lada chwila on tu będzie, a nie wiadomo kiedy pojawią się aurorzy. To była masowa ucieczka. Pamiętaj, kocham Cię. - skończył jakby chciał się pożegnać. Po chwili drzwi upadły z hukiem. Mój Draco... Popchnął mnie do kominka, rzucił proszek krzycząc "Ministerstwo". Ostatnie, co widziałam, to lecące zielone światło ku Niemu.
W Ministerstwie czekali na mnie rodzice, Narcyza, Harry i Ron. Coś mówili, ale nie słyszałam ich. Byłam jak w letargu. Pamiętam, że wtuliłam się w mamę. Płakałam, a oni próbowali mnie uspokoić. Pytali, co się stało. Nic nie mówiłam, zalewając się kolejną falą łez. Chłopcy zabrali nas so jakiegoś pokoju. Stały tam dwie kanapy, parę foteli, barek. Położyłam się na jednej z sof na kolanach mamy.
- Napij się. - powiedział Ron podając szklankę z bursztynową cieczą.
- Co to? - spytałam cicho.
- Ognista.
- Nie mogę. Jestem w ciąży - i kolejna fala łez spływała po moich policzkach.
Od tego dnia minęło pół roku. Miesiąc temu urodziłam Olivię Hermionę Katelynn Malfoy. W rozmowach wiele razy mówił, że jak będziemy mieli dziecko to chce, by nazywało się Olivia lub Marcus. Chciał też, by drugie imię dziecko odziedziczyło po którymś z nas. Katelynn po koleżance, która nas zeswatała. Zaczęliśmy bowiem spotykać się w wakacje, po szóstej klasie. W siódmej ze względów bezpieczeństwa ukrywaliśmy nasz związek, lecz spotykaliśmy się potajemnie.
Olivia to wykapany tata. Blond włosy, blada cera. Mimo że to niemowlak już pokazuje nocami jego charakterek. Po mnie ma jedynie oczy... jak mawiał... czekoladki.
Spoglądam jeszcze raz na nagrobek.
Draco Lucjusz Malfoy
ur. 5 czerwca 1980
zm. 27 października 1998
Zginął jako bohater
A w myślach dopowiadam... "Mój bohater"
-------------------------------
I jak? Oceńcie!
piątek, 30 maja 2014
ZNÓW NIE ROZDZIAŁ
Hej,
Przepraszam Was, że mnie długo nie było. NIE BIJCIE! NIE RZUCAJCIE AVAD, CRUCIATUSÓW, SEPTUMSEMPER. Zbliża się koniec roku, poprawianie ocen... Obiecuję, że dodam niedługo następną notkę.
Kto ogląda "Harry'go Pottera i Kamień Filozoficzny" na TVN? Ja tak.
Przepraszam Was, że mnie długo nie było. NIE BIJCIE! NIE RZUCAJCIE AVAD, CRUCIATUSÓW, SEPTUMSEMPER. Zbliża się koniec roku, poprawianie ocen... Obiecuję, że dodam niedługo następną notkę.
Kto ogląda "Harry'go Pottera i Kamień Filozoficzny" na TVN? Ja tak.
czwartek, 8 maja 2014
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Z dedykacją dla mojej siostry oraz BFF Pyśki
oraz wiernych czytelników
~~~~*~~~~
Hermiona
obudziła się przed południem, wyspana. Zwlokła się z łóżka i pobiegła do
toalety. Mdłości. Potem wróciła do pokoju, by się ubrać. Zabrała kosmetyczkę,
różdżkę i ruszyła do łazienki.
Po porannej
toalecie, odesłała kosmetyczkę do pokoju, zeszła na dół do kuchni. Przy stole
siedzieli jej rodzice, pani Weasley i Potterowie. O czymś rozmawiali. Widząc ją
momentalnie zamilkli. O co chodzi? –
pomyślała. Bez słowa usiadła do stołu. Po chwili z salonu wybiegły dzieci.
Każde podbiegło do swojej mamy.
- Mama, znalazłem to na stole… - powiedział chłopiec i dał
mamie kopertę. Kobieta wzięła ją do ręki, a chłopiec podszedł do dziadka.
Wszyscy obserwowali brązowowłosą. Ta zaczęła czytać. Momentalnie do jej oczu
zaczęły napływać łzy.
- Harry, możesz mi się nie włamywać do głowy? – wydukała
zła.
- Mionka, ale… - zaczął mężczyzna.
- Daj mi spokój. Mogliście mi powiedzieć. – wybiegła
zapłakana do ogrodu, zostawiając list na stole. Pan Granger wziął go do ręki i
pośpiesznie przeczytał.
Hermiono,
Zdziwiło Cię wczorajsze,
co? Twój kochany Ronuś Śmierciożercą? A właśnie, że tak. Jestem Śmierciożercą i
jestem z tego dumny. Służę Mu z radością. A wiesz dlaczego? Czy Twoi
przyjaciele Ci powiedzieli? Pewnie nie. Otóż… Jestem adoptowany. A wiesz, kim
są moi prawdziwi rodzice? Eleonor z Lastrange i sam Tom Marvolo Riddle. Tak,
moim ojcem jest sam Lord Voldemorta. A ty? Jesteś JEGO synową. Żoną syna
Czarnego Pana. Matką JEGO wnuków.
Pamiętaj. Ode mnie się
nie ucieka. Niedługo się pojawię. Jak pójdziesz ze mną będę łagodny.
Ronald Riddle
Odrzucił
kartkę i pobiegł za córką. Ta siedziała na tarasie. Płakała. Powoli podszedł do
niej i objął ją.
- Hermionka, wszystko będzie dobrze.
- Ja się boję, o Hugha, o was…
- Nie musisz się martwić. Nic wam nie zrobi. Obiecuję. –
usłyszała głos przyjaciela. Powoli odwróciła się i zobaczyła najbliższych.
Wieczorem w
Norze odbyło się zebranie Zakonu Feniksa, który został aktywowany. Swoją
obecnością zaszczycili między innymi nauczyciele Hogwartu: Minerwa McGonagal,
Rubeus Hagrid, Severus Snape*, Remus Lupin* z żoną Nimfadorą Tonks* i synkiem
Teddym, Potterowie, Weasleyowie: Arthur i Molly, Charlie, Bill i Fleur, George z żoną Angeliną (z.d. Johnson) i Fred
z narzeczoną Alicją Spinnet, Percy z
żoną Audrey, Kingsley Shacklebolt, Aberforth Dumbledore oraz nowi członkowie:
Neville Longbottom, Larry Foresue z Luną Lovegood, Seamus Finnigan, Lee Jordan,
siostry Padma i Parvati Patil, Dean Thomas, Oliver Wood, Jean i Alexander
Granger oraz Lucjusz i Narcyza Malfoy z synem Draconem. Hermiona z siostrą i
dziećmi, Hughem, Lily, Teddym Tonks, i pociechami Billa i Fleur, George’a i
Angeliny i Percy’go i Audrey, zostali po kolacji wysłani na góre.
Mała
kuchnia w Norze musiała zostać powiększona na blisko 50 osób. Urządzenie
posiłku sprawiło pani Weasley wielką radość. Z pomocą Ginny, synowych, Alicji,
Luny i sióstr Patil w godzinkę zrobiła jedzenie.
Po kolacji
Hermiona i Ashley chciały zostać na zebraniu, ale matka i pani Weasley
wyperswadowały im to z głów – Ash, bo za młoda, a Mionce ze względu na jej
stan. Młode Grangerówny niezadowolone skapitulowały i ruszyły na górę, zająć
się dziećmi.
- On powrócił. Oto list skierowany do Hermony, który znalazł
Hugho – zaczął pan Granger kładąc kartkę na stole, by każdy zapoznał się z jego
treścią. Wcześniej każdy dowiedział się, że Ron był adoptowany.
- Jestem za ukryciem Herm i Hugha… - powiedział Potter
- Zaklęcie Fideliusa? –
spytał ojciec brązowowłosej
- Tak.
Zapadła cisza,
którą przerwał huk. Wszyscy zerwali się z miejsc. Po chwili na dół zbiegła Ash
z dziećmi i Hermiona. Postanowiono ich ewakuować w bezpieczne miejsce.
- Lucjusz, Arthur, Severus, Minerwa, bliźniaki, Harry, Bill,
Charlie, Percy, Remus, Neville, Lee, Seamus, Thomas, Oliver, Kingsley i Aberforth
i ja odwrócimy ich uwagę. Reszta grupami ucieka. Pierwsza: Nimfadora, Teddy,
Hagrid, Audrey z dziećmi. Wy najpierw udacie się do Hogsmeade. Druga: Molly,
Angelina z dziećmi, Alicja, Luna i
Larry. Wy do Doliny Godryka. Trzecia: Fluer
z dziećmi, Narcyza, Ginny z Lily, Jean i Ash do parku High Stone w Gold
Coast. Jean wie gdzie to jest. Ostatnia: Draco, Hermiona, Hugh i siostry Patil
do Malfoy Manor. Gdy upewnicie się, że nikt was nie ścigał, udacie się do willi
„White Yorkshire Malfoy” w Walii. My ich zmylimy, a potem wszyscy się spotkamy
w Walii. Grupy jesen i trzy teleportacja łączna, dwa i cztery przez kominek. –
zarządził pan Granger
Po chwili
grup już nie było, a mężczyźni z McGonagal odpierali ataki śmierciożerców.
- Gdzie oni są?! – rozległ się wrzask Ronalda. Mierzył on w
swojego dawnego opiekuna. Nie uzyskawszy odpowiedzi deportował się, a w jego
ślady poszli inni Śmierciożercy.
Pozostali członkowie Zakonu Feniksa deportowali się najpierw
w dowolnie wybrane przez siebie miejsce, a potem do „White Yorkshire Malfoy”.
Oto nowy rozdział. Trochę krótki, ale nie chciałam was dłużej trzymać... w niepewności? Mam teraz dużo nauki (kończę gimnazjum), więc nie wiem kiedy pojawi się następny.
Nie rozdział...
Przepraszam Was za to, że nie wstawiłam NN. Dużo o sobie nie pisze, więc dodam o sobie sześć faktów:
1. Mam na imię Dagmara.
2. Mam młodszą siostrę.
3. Mam 15 lat.
4. Mam psa - suczkę owczarka niemieckiego.
5. Moje ulubione kolory to błękitny, czarny, jasnozielony, biały.
6. Jestem w trzeciej gimnazjum.
----------------------------
Nie wiem kiedy wstawie NN, bo mam dużo nauki, a kończe gimnazjum i muszę postarac się o świadectwo z czerwonym paskiem.
1. Mam na imię Dagmara.
2. Mam młodszą siostrę.
3. Mam 15 lat.
4. Mam psa - suczkę owczarka niemieckiego.
5. Moje ulubione kolory to błękitny, czarny, jasnozielony, biały.
6. Jestem w trzeciej gimnazjum.
----------------------------
Nie wiem kiedy wstawie NN, bo mam dużo nauki, a kończe gimnazjum i muszę postarac się o świadectwo z czerwonym paskiem.
sobota, 3 maja 2014
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Nagle
rozległo się bombardowanie tarcz ochraniających Norę. Drzwi z hukiem wyleciały
z zawiasów. Weasleyowie, Potterowie i inni, prócz Grangerów, z wyciągniętymi różdżkami… Do domu wszedli trzej
Śmierciożercy.
- Witam, witam zebranych. – powiedział z szyderczym śmiechem
ten na przodzie.
- Czego chcesz? – spytał spokojnie pan Granger.
- Oj Aleksandrze, witaj. Przemyślałeś może propozycję Czarnego
Pana? Czy chcesz…?
- Już dałem odpowiedź. NIE. Nigdy nie będę taki jak wy –
ostatnie słowa wprost wypluł.
Śmierciożercy zdjęli maski. Z tyłu stali Blaise Zabini i Augustus
Rookwood. Na przodzie stał… Ron.
- Zdziwieni? – spytał z szyderczym uśmiechem – Wiesz, że nam
się… nie odmawia. A ty – wskazał na syna. – Podejdź tu. – Chłopiec nie ruszył
się, a Lucjusz przysłonił chłopca.
- Zostaw go. To tylko dziecko. – powiedział Alexander.
- Pamiętasz twój ostatni pojedynek z NIM? A co on ci
odebrał? – spytał Ron szyderczo. Pan Granger nie odpowiadał. – Trzymaj. –
rzucił mu … różdżkę.
Mężczyzna z
łatwością ją złapał, jakby kiedyś był szukającym.
- Ruszaj się Ron, nudzi mi się. – wtrącił Rookwood niby od
niechcenia z uśmieszkiem. – Głodny jestem.
- Zaczekaj. Herm, co ty chcesz osiągnąć? – zaczął. – Wiesz,
że jesteś na straconej pozycji. Razem z nami możesz zawładnąć światem. Królowa
Śmierciożerców…
- Nigdy! – przerwała mu, na co mężczyzna wpadł w szał.
Zaczął ciskać zaklęciami na wszystkie strony. Rookwood jakby zaczął karmić się
cierpieniem innych, bo z widoczną radością zaczął rzucać klątwy. Wszyscy
pochłonięci byli walką. Hermiona, Ashley i dzieci zostali zepchnięci jak
najdalej śmierciożerców.
Nagle
brązowowłosa poczuła lekkie szarpnięcie. Obróciła się bokiem i usłyszała głos
mężczyzny:
- Uciekaj z Ash i dzieciakami. Teleportujcie się do willi
„White Yorkshire Malfoy”… - rzucił. Draco Malfoy.
- Nie mogę się teleportować. – szepnęła, by nikt nie
usłyszał, na co chłopak nic nie powiedział, lecz pociągnął ją w stronę kominka.
– Zaczekaj. – szepnęła i pobiegła w centrum walki. Rzuciła się w wir walki. Po
rzuceniu kilku zaklęć poczuła mrowienie najpierw w okolicach mostka, potem na
całym ciele. Spojrzała w stronę, skąd padło zaklęcie. Ron… Pojedynkował się z
jej ojcem, profesor McGonagal i Harrym. Rozejrzała się. Rookwood walczył z panią
Weasley, panem Weasleyem i Billem. Z Zabinim pojedynkowali się Malfoyowie.
Hugha osłaniała Fleur, Lily – Ginny, a ją jej matka.
- I co nadal upierasz się przy swoim? Legilimens. –
powiedział celując w kobietę. W jego głowie pojawiły się obrazy…
Bitwa o Hogwart,
pocałunek w Komnacie Tajemnic, Ślub – 31 grudnia 1998, Narodziny Hugha 26
września 1999,… Cierpienie pod wpływem Cruciatusów i … zdjęcie USG, dziecko,
data 2 pażdziernika 2004.
Prychnął. Nagle poczuł uderzenie w plecy. Odwrócił się, lecz
nie zobaczył napastnika. Kolejny cios. Zachwiał się i utrzymując równowagę
deportował się. W jego ślady poszedł Rookwood. Harry rzucił jakieś zaklęcie ku
czarnoskóremu, który zrobił unik.
- Harry spokój. On jest po naszej stronie. – powiedział pan
Granger.
- Voldemort powrócił. Pilnujcie ich. Oni są ich celem.
Niedługo znów zaatakują. Ukryjcie ich. – powiedział Zabini, po czym się
deportował.
- Hermionka, nic ci nie jest? – spytała zatroskany pani
Granger.
- On wie. Wie o nim. – powiedziała i pobiegła na górę. Gin
ruszyła za przyjaciółką.
Zapadła
cisza.
- O czym ona mówiła? – spytał pan Granger patrząc na żonę.
- Bo… bo ona jest w ciąży. – powiedziała.
- Arthurze, Molly. To już zaszło za daleko. Chyba trzeba im
powiedzieć. – wtrąciła się Minerwa patrząc na latorośle Weasleyów.
- Wiem. Ale jutro. – powiedział pan Weasley.
- Pójdę do niej. – powiedziała pani Granger i weszła po
schodach. Widząc na jednym z pięter Gin, zatrzymała się. Ruda się dobijała się
do drzwi.
- Hermiś, otwórz, proszę. – powiedziała żona Pottera.
- Nie. Daj mi spokój.
- Może ja spróbuję? – spytała pani Jean. Ruda lekko skinęła
głową
- Mionka, kochanie, otwórz.
- Po co?
- Proszę, chcemy z Gin porozmawiać. – odpowiedziała im
cisza, a po chwili drzwi się uchyliły. Kobiety weszły do pokoju. Brązowowłosa
siedziała skulona na łóżku.
- Hermiś, spokojnie. – przytuliła ją przyjaciółka. –
Wszystko będzie dobrze.
- Wcale nie. On mi nie daruje.
Usłyszały pukanie do drzwi, a po chwili wszedł rudowłosy
chłopiec.
- Mamusiu, jak się cujes? – spytał.
- Dobrze, chodź tu się przytul. – powiedziała kobieta.
Chłopiec podszedł do mamy i przytulił ją.
- Mamusiu, co tata chciał?
- Nic Hugh, nie musisz wiedzieć to sprawy dorosłych. –
odpowiedziała za córkę pani Granger.
- Ale…
- Nie. Idź się pobaw z Lily. – powiedziała Ginny. Malec
zawiedziony wyszedł. – Byłaś dzielna Mionka.
Kobieta mimowolnie
lekko się uśmiechnęła. Po krótkiej rozmowie o wszystkim i o niczym z mamą i
przyjaciółką zasnęła.______________________________________________
Następny rozdział przy pięciu komentarzach.
~~~~*~~*~~*~~~~
CZYTASZ=ZOSTAWIASZ KOMENTARZ
czwartek, 1 maja 2014
ROZDZIAŁ PIĄTY
Minęło parę
dni. Hermiona czuła się coraz lepiej. Razem z synkiem przebywała pod stałą
opieką Weasleyów i Potterów. Na Norę rzuconą wiele zaklęć ochronnych, a w
pobliżu byli zawsze jacyś aurorzy.
Brązowowłosa
siedziała z synkiem w salonie, czytając mu książkę. W kuchni siedzieli państwo
Weasleyowie i Ginny, która wpadła w odwiedziny.
Nikt nie
poruszał przy Hermionie i Hughu tematu Rona, aby ich nie stresować.
- A więc mamusiu… Albus Percival Wulfryk Brian Dumbledore
był dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie oraz najpotężniejszym
czarodziejem swoich czasów.
Zanim został dyrektorem był nauczycielem transmutacji. Miał
feniksa, którego nazwał Fawkes. Jego patronus tez miał kształt feniksa. –
wyrecytował chłopiec.
- Brawo. – pochwaliła kobieta pięciolatka.
- A jaki kształt ma twój patronus? – spytał
- Moim jest wydra.
- A wujka Harry’go?
- Jeleń.
- A cioci Ginny?
- Koń.
- A dziadka Arthura?
- Łasica – odpowiedziała za nią Ginny. – Hermiona, czy ty go
nie zamęczasz tą nauką?
- Na naukę nigdy nie jest za późno – odpowiedział za mamę
chłopiec.
- Czyżbym słyszał Hermionę? – zażartował Harry, na co i
Hermiona, i Hugho fuknęli.
- Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że ktoś w mojej rodzinie
w wieku pięciu lat zacznie czytać Historię Hogwart to bym go chyba odesłał do
Munga – powiedział pan Weasley, uśmiechając się do wnuka.
Po południu pani Weasley zorganizowała
obiad i kolacje dla rodziny i przyjaciół. Pojawili się na niej między innymi
Potterowie z córką, Hermiona z synkiem, Bill z Fleur i Gabriellą, siostrą
Fleur, która spędzała u nich swoje ferie, bliźniaki ze swoimi dziewczynami oraz
Minerwa McGonagal. Wszyscy siedzieli przy powiększonym stole w Norze, wspólnie
rozmawiając, żartując.
Gdy zbliżała się piąta, nagle w
okno zaczęła pukać mała, szara sówka. Harry otworzył jej okno, a zwierzątko
wleciało do środka. Sówka od razu podleciało do Hermiony. Kobieta odwiązała z
jej nóżki list. Z Ministerstwa Magii. Wszyscy przyglądali jej się. Powoli
rozwinęła kartkę. Momentalnie na jej twarzy po jawił się uśmiech.
- Herm, co jest? – spytała ostrożnie Ginny.
- Rodzice – wręcz pisnęła i podała przyjaciołom kartkę.
Szanowna Pani Hermiono,
Mamy radość poinformowania Pani, że nad ranem w dniu dzisiejszym aurorzy odnaleźli pańskich
rodziców w okolicach australijskiego Brisbane. Z pomocą aurorów odzyskali
pamięć i dnia dzisiejszego, za pół godziny pojawią się w Norze Państwa
Weasleyów w towarzystwie dwóch czarodziejów.
Z poważaniem
Minister Magii
Kingsley Shacklebolt
Hermiona
piszczała z radości.
- Hermi, to wspaniale. – przytuliła przyjaciółkę Gin.
- Mamusiu, co sie dzieje? – spytał Rudasek
- Hugh – zaczęła biorąc synka na ręce i siadając z nim na
kolanach na kanapie – Pamiętasz jak ci opowiadałam, że przed wojną wyczyściłam
moim rodzicom pamięć?
- Tak.
- No więc…
- Nie zaczyna się zdania od „no” – zwrócił uwagę mamie
chłopiec, na co kobieta się uśmiechnęła.
- A więc Ministerstwo odnalazło ich i przywróciło im pamięć.
– powiedziała z uśmiechem.
- Twoi rodzice to moi dziadkowie?
- Tak.
- A kiedy oni będą? – spytał uśmiechnięty chłopiec
- Za chwile.
- A mozesz mi o nich troche opowiedzieć?
- Dobrze. Nazywają się Jean i Alexander Granger. Mieszkają
teraz w Australii, bo tam ich wysłałam…
– nagle rozległ się charakterystyczny trzask teleportacji dobiegający z
dworu.
- Ja otworzę – powiedział Harry.
Po chwili
do salonu Nory weszli Draco i Lucjusz Malfoy oraz Grangerowie.
- Mama, tata! – krzyknęła Hermiona rzucając się im na szyje
niczym małe dziecko.
- Hermiona. – powiedziała pani Jean tuląc swą córeczkę.
- Mamo, to są moi dziadkowie? – spytał malec niepewnie
podchodząc to trójki.
- Tak. Mamo, tato to jest Hugho…
- Babcia? Dziadek? – spytał niepewnie, a gdy starsze
małżeństwo się uśmiechnęło podbiegł do nich i jak mama uwiesił się im na szyi.
- Alexandrze – powiedział Lucjusz – nie chcę wam przerywać
tej rodzinnej sielanki, ale za niecałą godzinę zjawi się tu zgraja…
- Cholera, zapomniałem – przerwał mu mężczyzna. – Jean
wyjaśnij im wszystko, Draco idź po Ash. – i trzask.
- Ale o co chodzi? – spytała Hermiona patrząc na matkę.
- Chodzi o to, że tak naprawdę nazywasz się Hermiona Jean
Yvonne Gryffindor – Slytherin.
- Co? ALE PRZECIEŻ…
- Jesteś potomkinią Godryka Gryffindora i Salazara
Slytherina. Na dodatek w twoich żyłach płynie krew Roweny Ravenclaw i Helgi
Hufflepuff. Ja i tata jesteśmy czarodziejami czystej krwi. Musieliśmy się
ukrywać, bo naszym rodzinom się nie podobało to, że jesteśmy razem. Jedyną
osobą, która kibicowała nam, była moja ciotka Yvonne. Była charłaczką i tak jak
my została usunięta z rodu. – powiedziała kobieta, wszyscy zebrani, czyli
Potterowie i Weasleyowie oraz dyrektorka Hogwatu, jak i sama zainteresowana
byli zszokowani.
- Jean, dwadzieścia pięć minut. – powiedział Lucjusz.
- A kto to jest Ash? – spytał mały Hugh, przysłuchujący się
babci
- Herm, Ashley to twoja siostra. Ma piętnaście lat i uczy
się Szkole Czarodziejstwa i Magii w Barcelonie. Tam ją wysłaliśmy, bo ze
względu na wasze bezpieczeństwo, nie mogłyście się znać. Voldemorta namawiał
nas do przystąpienia do swoich szeregów, ale się nie zgodziliśmy. – wyjaśniła
kobieta.
- Jean pilnuj Hermiony. Lucjusz Hugha i Ash. Nie dziwcie się
w ogóle, mimo wszystko co usłyszycie. Harry pilnuj Lily. Niech nikt się nie
odzywa. Jean nie tak jak ostatnio… - zaczął groźnie spoglądając na żonę.
- Obiecuję. – powiedziała.
Trzask i w pomieszczeniu pojawił się Malfoy Senior z młodą
dziewczyną, podobną do Hermiony.
- ¡Mamá! ¡Papá! ¿Qué está pasando?* – zaczęła mówić po hiszpańsku
- Tómelo con calma. Sigan con Lucius Malfoy. Mantenga su
varita en la mano. Sé el trasero.** – rozkazał po hiszpańsku pan
Granger.
- A jaką szkołę ukończyliście? – spytał nagle mały Hugho.
- Hogwart. – odpowiedziała Jean.
- Ale jak to, że was nie pamiętam? – wtrąciła Minerwa McGonagal
– Uczę w Hogwarcie od wielu dekad.
- Rocznik 1959. W Hogwarcie w latach 1970 – 1977. Po ukończeniu
szkoły, na zakończenie roku wymazaliśmy wszystkim w szkole pamięć tak, że nikt nie
wiedział o naszym istnieniu. Potem upozorowaliśmy naszą śmierć, by nas nikt nie
szukał.
Nagle rozległo
się bombardowanie tarcz ochraniających Norę. Drzwi z hukiem wyleciały z zawiasów.
Weasleyowie, Potterowie i inni z wyciągniętymi różdżkami… Do domu wszedli…
--------------------------------------------------------------------------
* ¡Mamá! ¡Papá! ¿Qué está pasando? - hiszp. Mama! Tata! Co się dzieje?
** Tómelo con calma. Sigan con Lucius Malfoy. Mantenga su varita en la mano. Sé el trasero. - hiszp. Spokojnie. Pilnuj się Lucjusza Malfoya. Miej różdżkę w pogotowiu. Bądź z tyłu.
Nie znam hiszpańskiego, więc nie wiem, czy to jest dobrze (Google Tłumacz) Za błędy przepraszam.
~~~~ ***~~~~
Co tak mało komentarzy? Trzy komentarze i opublikuje szósty rozdział. Bez trzech komentarzy weny nie będzie.
~~~~ ***~~~~
Co tak mało komentarzy? Trzy komentarze i opublikuje szósty rozdział. Bez trzech komentarzy weny nie będzie.
wtorek, 29 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ CZWARTY
Wyszli z
zaułka, niedaleko domu Hermiony i Rona. Ruszyli szybkim krokiem, by nie
wzbudzać podejrzeń.
- Są prawdopodobnie w salonie – powiedział Harry. – George,
Bill, wy wchodzicie ze mną od hollu. Gin i Fred od kuchni. – skinęli głowami i
przyśpieszyli.
Stanęli przed furtką. Zamknięta.
- Alohomora – wyszeptała Ginny. Pchnęła ją i szybko
przemknęli do drzwi wejściowych. Również zamknięte.
- Gin trzymasz się z tyłu – szepnął Harry. – Alohomora.
Weszli do
środka po cichu. Hermiona leżała przy kominku wijąc się z bólu, a nad nią stał
Ron celując w nią różdżką.
- Crucio! – krzyknął. Hermiona nie dając mu satysfakcji, nie
krzyknęła, przygryzając jedynie wargę. – Albo mnie posłuchasz albo…
- … albo co? Rzucisz Avadę? Phy. Jesteś zbyt słaby. –
powiedziała słabym głosem brązowowłosa.
- Sectumsempra! Crucio! – krzyknął
rozwścieczony mężczyzna. Obrócił się z wyciągniętą różdżką w stronę
braci i przyjaciela. – Expulso! – krzyknął, a siła zaklęcia odrzuciała
mężczyzn.
- Drętwota! – rzuciał w odwróconego tyłem brata George. –
Experliarmus.
Ron stał na
środku pokoju, rozbrojony.
- Poddaj się. – powiedział Harry stojąc za Rudym z
wyciągniętą różdzką.
- Ha ha. Accio różdżka. Ciao. – powiedział Ron, po czym się
deportował. Mężczyźni natychmiast podbiegli do leżącej, zakrwawionej,
nieprzytomnej Hermiony, nad którą klęczała Ginny.
- Co z nią? – spytał się Harry, pochylając się nad
kobietami.
- Słaby puls. Fred, ty teleportujesz się z nami do Nory, a
wy zabierzcie jakieś rzeczy Herm i Hugha. – powiedziała, po czym chwyciła za rękę
przyjaciółkę i brata, po czym teleportowali się do Nory. Mężczyźni za pomocą
paru machnięć różdżkami, spakowali kobietę i dziecko. Razem z paroma torbami,
po kilku minutach teleportowali się do Nory.
***
- O Boże – krzyknęła pani Weasley widząc zmaltretowaną
kobietę.
Szybko
przenieśli ją do pokoju gościnnego na pierwszym piętrze, dawnego pokoju Ginny.
Przez godzinę pani Weasley, Ginny i Fleur wykonywały nad brązowowłosąjakieś
zaklęcia. Kiedy ta odzyskała przytomność podały jej eliksir Szkielet–Wzro, bo
miała złamaną rękę, Wiggenowy, Spokoju i Słodkiego Snu – dawkę na kilka godzin.
Po godzinie
Fleur i pani Weasley wyszły, a Gin została, by móc doglądać przyjaciółki.
- Co z nią? – spytał Harry, kiedy w zasięgu jego wzroku
pojawiła się pani Weasley z Fleur.
- Co z mamusią? – spytał mały Hugh schodząc z kanapy
podbiegł do babci.
Kobieta
wzięłą go na ręce i usiadła przy kuchennym stole.
- Hugh, mama jest bardzo słaba i nie możesz jej denerwować…
– zaczęła.
- Ale moge do nej wejść? – spytał z maślanym wzrokiem.
- …ona teraz śpi…
- …Ale plose
- Dobrze. Harry, zaprowadzisz go…?
- Ok. Chodź mały. – odpowiedział mężczyzna. Wziął chłopca na
ręce i wyszedł z pomieszczenia.
Szli po
schodach niemalże bezszelestnie. Po cichu otworzył drzwi i weszli do pokoju.
Hermiona spała, a Ginny siedziała koło niej czytając książkę.
- Co z nią? – spytał szeptem Wybraniec jak najciszej jak
umiał, by chłopiec nie usłyszał.
- Dostała dużą ilością Cruciatusów, lekką Sectusemprą, ma
złamaną rękę i … – urwała, widząc, że
mały na nią patrzy.
- Ciociu, kiedy mama się obudzi? – spytał zmartwiony.
- Za parę godzin. – odpowiedziała.
- Ale ona pzezyje? Nie umze? Prawda? – spytał.
- Przeżyje. – odpowiedziała ze stoickim spokojem. – Idź coś
zjedz albo pobaw się z Lily. Zawołam cię jak mama się obudzi.
- Dobze. – odpowiedział i wyszedł, a zaraz za nim Harry.
Ruda
poprawiła kołdrę przyjaciółki. Transmutowała sobie krzesło w wygodny, czerwony fotel
i niczym Panna-Wiem-Wszystko pogrążyła się w lekturze.
***
Dwie godziny później
Panią
Potter od ksiązki oderwało cichy kaszel. Spojrzała na przyjaciółkę, a ta w tej
samej chwili otworzyła oczy.
- Jak się czujesz? – spytała Ruda.
- Dobrze. – odpowiedziała słabym głosem. – Co z Hughem?
- Okej. Ciągle pyta o ciebie.
Obie kobiety lekko się uśmiechnęły.
- A z … – zaczęła
Hermiona kładąc rękę na brzuchu.
- Z dzieckiem jest wszystko dobrze. – odpowiedziała cichym
głosem rudowłosa.
- A kto wie, że…?
- Ja, mama i Fleur. A on wie?
- Nie… i nie może... – zaczęła brązowowłosa
- …się dowiedzieć.
Nastała
cisza, którą przerwało wejście małego Hugha.
- Hugho? – spytała słabym głosem Hermiona nie podnosząc się
z łóżka.
- Mama! – podbiegł malec i przytulił się do kobiety. – Jak
sie cujes?
- Dobrze. A ty? – powiedziała lekko się uśmiechając
- Nic mi ne jest.
piątek, 25 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ TRZECI
Ginewra
odrabiała lekcje z córką Lily Molly w Norze. Harry, Bill, bliźniaki i pan
Weasley siedzieli w salonie pogrążeni w rozmowie o zbliżających się
Mistrzostwach Quiditcha. Fleur i pani Weasley przygotowywały kolację.
Nagle przez
otwarte okno wleciał Imbir – sówka Hermiony, która od razu zaczęła dzióbkiem
zaczepiać Harry’go, a potem Ginny. Ruda odwiązała kartkę, przeczytała i
zamarła.
- Harry zobacz. – podała Bliznowatemu kartkę. Ten szybko
przeczytał i na jego twarzy malował się strach o przyjaciółkę.
- Gin zostań. Pójdę.
– wstawał i szedł w stronę kominka, kiedy Gin zaprotestowała.
- Ja też idę. Mamo, zajmiesz się Lily?
- Tak, ale co się stało? – spytała pani Weasley. Harry podał
jej kartkę. Wziął żonę za rękę i ruszyli w stronę kominka.
- Pójdę z wami. – powiedział pan Weasley.
-Nie, damy sobie radę. – powiedziała Ruda wpychając męża do
kominka.
***
Potterowie
wyszli z kominka i od razu skierowali się do kuchni. Hermiona leżała bezwładnie
w kuchni z raną na głowie, a obok niej klęczał zapłakany Hugh. Harry
przyklęknął przy kobiecie, Gin zabrała małego do salonu.
Potter
najpierw zaczął od gojenia ran. Miała jedną z tyłu głowy, z której leciała
krew, oraz drugą, lekką, na ramieniu. Po zasklepieniu się tej pierwszej, zaczął
cucić kobietę.
- Herm, obudź się. – mówił spokojnie.
Po paru minutach kobieta się ocknęła. Od razu złapał ją atak
kaszlu.
- Podaj torebkę,… na stole… - powiedziała między atakami.
Mężczyzna podał jej torebkę, a ona wyjęła inhalator. Wciągnęła parę wdechów, po
czym jej oddech się wyrównał, pomógł jej usiąść na krześle.
- Co się stało, Herm? – spytał.
- Nic, przewróciłam się. Co z małym?
- Jest z Gin w salonie. On do nas napisał. – powiedział delikatnie
się uśmiechając.
Kobieta
odwzajemniła uśmiech. Próbowała wstać, lecz zakręciło jej się w głowie. Harry
podtrzymał ją i pomógł stanąć. Przeszli do salonu. Malec siedział na kolanach
cioci, płakał. Widząc mamę, podbiegł do niej, tuląc się.
Hermiona
usiadła na kanapie obok przyjaciółki.
- Hugh, poszukasz mojej różdżki? – spytała.
Malec pobiegł do wyczyszczonej już
kuchni i zaczął szukać.
- Mionka, co się stało? – spytała zatroskana Ginny.
- Mówiłam już Harry’mu, że się przewróciłam. – powiedziała.
- A gdzie Ron? – spytał Harry.
- Nie wiem, wyszedł gdzieś. Pewnie w pracy. – powiedziała.
Po chwili
Rudasek przyszedł z różdżką mamy i jej
podał.
- Mamusiu, a o co pokłóciłaś się z tatą? – spytał. Harry i
Ginny wymienili spojrzenia
- O nic takiego, skarbie. – odpowiedziała. – Idź do kuchni,
weź sobie czekoladowe żaby.
Malec już
szedł do kuchni, kiedy wyszedł z niej Ron. Malec zawrócił i pobiegł do mamy.
- O cześć. – rzucił widząc szwagra i siostrę. – Herm, nie
mówiłaś, że będziemy mieli gości.
- Hej. Mam sprawę dotyczącą Mistrzostw. – powiedział szybko
Harry
- Acha. To chodź do mnie. – odpowiedział mężczyzna. Obaj
wyszli.
Kobiety i Hugh
zostały same. Chłopiec siedział obok mamy, wtulając się w nią.
- Hermiona, co się dzieje? – spytała w pewnym momencie Ruda.
- Nic – odpowiedziała krótko.
- Kogo próbujesz oszukać. Przecież widzą, że między Tobą a
Ronem coś jest nie tak.
- Nieprawda. Wszystko w porządku. – skłamała.
- Herm, nie kłam. – powiedziała Gin tonem pani Weasley.
Gin nie zdążyła
nic więcej powiedzieć, gdyż do salonu
wszedł Ron i Harry.
- Gin, musimy już iść. – powiedział Harry. – Mama dzwoniła*,
że Lily zaczyna narzekać i płacze nie wiadomo czemu, a bliźniaki nie nadążają w
rozweselaniu jej.
- Ok. To pa Mionka. Pa Ron.
– powiedziała rozumiejąc podstęp. Potterowie weszli do kominka mówiąc „Nora”.
Weasleyowie zostali sami.
***
Potterowie
siedzieli przy stole w kuchni rodziców, rozmawiając z Billem, Fleur,
bliźniakami, Molly i Arthurem. Mała Lily spała na piętrze.
- No i jak spytałam się jej co się dzieje, zbyła mnie. –
skończyła Ginny.
- Mi nic Ron nie powiedział. Nie poruszałem tematu, bo był
podenerwowany. – powiedział Harry. – I wyczułem, że pił.
***
Ron, Hermiona
i Hugh zostali sami. Brązowowłosa stała z synkiem przy kominku, niedaleko
wejścia do kuchni, a Ron po przeciwnej stronie salonu. Kobieta za plecami
trzymała w pogotowiu różdżkę. Mężczyzna celował swoją w żonę.
- Hugh, idź do siebie. – Malec już chciał iść, kiedy…
- Zostajesz – powiedział Ron. – Czego oni chcieli?
Hermiona milczała.
- Mów! Expelliarmus! – krzyknął Ron cały czerwony ze złości.
Kobieta i Hugh wiedzieli, że mężczyzna zaraz wybuchnie. Chłopiec stojąc przy
kominku, zasłonięty przez matkę, sięgnął po trochę proszku Fiuu. Wszedł do
kominka ciągnąc matkę, lecz ta puściła go, jednak on już krzyknął „Nora” i
pojawił się w kominku dziadków, cały zapłakany.
***
Potterowie
siedzieli z rodzicami, bliźniakami, Fleur i Billem zastanawiając się, co się
dzieje w życiu Rona i Hermiony. Konwersację przerwał im huk z kominka. Na
podłodze przed nim leżał zapłakany Hugh. Molly od razu podbiegła do małego i
wzięła go na ręce. Wokoło nich już byli wszyscy zebrani.
- Co się stało? – spytała chłopca.
- No bo tata był zły… no i pytał sie po co byli u nas ciocia
i wujek… Mama miała… różdżkę, ale tata jej zablał,… a ja wziołem ploszek… no i
mama mnie wepchnęła. – wydukał płacząc.
- Zablokował kominek. – powiedział Harry, szef Biura Aurorów.
– Bill, Fred, George…
- Ok. – powiedzieli mężczyźni niemal jednocześnie.
- Ja też idę. – powiedziała Ginny.
- Nie. – powiedział Harry, ale widząc złe spojrzenie żony
zmienił zdanie. – Ale trzymasz się z tyłu. Tato, mamo, Fleur rzucie zaklęcia
ochronne, przepuszczające na hasło „Hogwart 1998”
Wszyscy
wyszli na zewnątrz. Harry, Bill, Fred, George i Ginny teleportowali się pod dom
Rona i Hermiony, a Molly, Arthur i Fleur zaczęli rzucać zaklęcia ochronne.
-------------------------------------------------------
* Pani Weasley nie nauczyła się korzystać z mugolskiego telefonu, co widzą wszyscy prócz Rona.
czwartek, 24 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ DRUGI
Otworzyła
je a tam jej różdżka. Nie kryła zdziwienia. Wyjęła ją z pudełeczka i postanowiła
przetestować. Skierowała ją na szafkę.
- Tergeo – szepnęła, a kurz z szafki zniknął. Działała.
Sięgnęła po kartkę od Rona.
Hermiono, Bardzo Cię
przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie. Przepraszam, trochę mnie poniosło…
Trochę? – pomyślała Hermiona, prychnęła i zaczęła czytać
dalej.
To wszystko przez
pracę. Pracując w Ministerstwie jako szef Departamentu Magicznych Gier i Sportów,
w związku ze zbliżającymi się Międzynarodowymi Mistrzostwami Świata w
Quiddithu, muszę kontrolować przygotowania do imprezy. Proszę Cię, abyś wraz z
Hugonem wróciła do domu. Bez was jest tu cicho i pusto. W pudełku jest Twoja
różdżka. Ron
Przeczytała list jeszcze raz. Nie
przyszło jej do głowy, że Ron do niej w ogóle napisze albo odda jej różdżkę.
Mając mętlik w głowie poszła do łazienki, umyła się i ubrała w piżamę. Jednak
długo zastanawiała się nad tym czy wrócić do Rona. Po tym, jak ją nazwał? A co
z Hugho? Jak on zareaguje na to wszystko? Z takimi myślami usnęła.
***
- Mamusiu wstawaj! Jest już dziewiąta. – obudził ją głos
synka
- Już skarbie. – powiedziała zaspana
Po paru
minutach wstała, a następnie wyjęła ubrania dla siebie i Hugha. Wyjęła mu szary
T-shirt ze autkami z oliwkowymi rękawkami czarne spodnie, ciemne skarpetki i trampki
w kolorze czarnym z białymi sznurówkami. Sobie naszykowała pistacjową koszulę
oraz jeansy z poprzecieranymi kieszeniami i obdartymi na wysokości kolan. Mały
chwycił ubrania, pobiegł do łazienki, przebrał się i wrócił. Po nim do toalety
weszła Hermiona. Odświeżyła się, ubrała, zrobiła lekki makijaż i zeszła razem z
synem do kuchni. Po pomieszczeniu krzątała się pani Klark, a przy stole
siedziały jej wnuki.
- Co chcecie na śniadanie? – zapytała starsza pani.
- Ja chcę kanapki. – powiedział Marvin.
- Ja też. – poparła brata Celina.
- I ja. – dołączył do nich Hugho.
- Z czym? – spytała pani Wilma.
- Z serem żółtym. – krzyknęła Celina.
- I z pomidorem. – dodał Hugh.
- A ja z szynką –
powiedział Marvin.
- Dobrze. A ty co chcesz, Hermionko? – spytała się starsza
kobieta.
- Ja to, co dzieci. – odpowiedziała. – Może pomogę?
powiedziała widząc starszą panią zaczynającą robić kanapki.
- Nie, usiądź.
- Oj, proszę pani. – wstała od stołu i ruszyła do blatu.
- No dobrze. – zgodziła się starsza pani. Wyjęła pieczywo,
ser, szynkę, pomidor, masło i dwa noże – jeden niezbyt ostry, drugi specjalny
do warzyw.
Kobiety w
parę minut przygotowały kanapki dla dzieci i siebie. Pani Wilma położyła na
stole dwa talerze pełne kanapek, a Hermiona każdemu po mniejszym talerzyku.
Kiedy dzieci zjadły, poszły bawić się do salonu. Młoda czarownica i starsza
pani usiadły na kanapie z szklankami pełnymi świeżego soku, obserwując maluchy.
- Hermionko, jeśli mogę się spytać, o co wczoraj pokłóciłaś
się z Ronem? – spytała nagle charłaczka
- No… Posprzeczaliśmy się o wychowanie małego. – skłamała z
bólem, nie chcąc martwić kobiety. – Ale już się pogodziliśmy. Przysłał mi
wczoraj późnym wieczorem list z przeprosinami i wracam z małym do domu.
Pani Klark
nic nie odpowiedziała. Patrzyła na dzieci bawiące się na dywanie.
- Chciałabym podziękować za pomoc wczoraj oraz za to, że
przenocowała pani mnie i małego. – powiedziała Hermiona.
- Nie ma za co. – odpowiedziała kobieta – Wiesz, że jesteś
dla mnie jak córka.
- To ja pójdę nas spakować. – odstawiła szklankę do kuchni i
ruszyła na piętro.
Weszła do
pokoju i po paru machnięciami różdżką walizki były spakowane. Zmniejszyła je i
schowała do torebki, a różdżkę do kieszeni spodni. Po chwili drzwi się otworzyły
i do pokoju wszedł mały Hugho.
- Mamusiu, a ty się pogodziłaś z tatusiem? – spytał
- Tak. A co?
- No bo pani Wilma mówila, ze wracamy do domu.
- Tak. Chodź. – złapała synka za rękę i zeszli na dół.
W salonie
siedziała starsza pani z wnukami. Mały podbiegł do nich i się pożegnał.
- Celino, Marvinie, pa. Bo ja już wracam do domu. –
powiedział.
- Pa. – pożegnał się Marvin
- Pa. Będę tęsknić. – powiedziała dziewczynka.
- Do widzenia, pani Wilmo – pożegnała się młoda czarownica.
– Dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co. – odpowiedziała kobiecinka. – Zawsze
jesteście tu mile widziani. Pa Hugho.
- Do widzenia. – pożegnał się Hugh.
Pani Klark
z wnukami odprowadziła Hermionę i Hugha do furtki. Rudasek razem z mamą poszli
do domu. Na werandzie, przed wejściem siedział Ron z bukietem róż i torbą.
- Herm, Hugh. – krzyknął, kiedy ich zobaczył. – Proszę,
mały. – mężczyzna wręczył chłopcu torbę. – A to dla ciebie. – powiedział i
wręczył kobiecie róże.
- Hej. – przywitała się z mężem – Dziękuję. – powiedziała
wąchając kwiaty.
- Dziękuję. – powiedział chłopiec i rozpakował prezent. Było
to pudełko czekoladowych żab oraz pluszowy miś. – Mogę iść do siebie? – spytał.
- Ok. – powiedziała.
Małżeństwo
zostało same. Wieczorem zjedli wspólnie z synkiem kolację, a potem poszli spać.
***
Minęło parę
dni. Hermiona siedziała na kanapie w salonie, czytając książkę. W pewnym
momencie usłyszała dźwięk tłuczonego szkła, a po chwili krzyk męża i płacz
dziecka. Wstała i ruszyła w stronę kuchni.
Na środku
stał Ron. Przy lodówce stał skulony chłopczyk, a pomiędzy nimi leżała rozbita
miska.
- Co się stało? – spytała. Nie czekając na odpowiedź, wyjęła
różdżkę, naprawiła naczynie i odesłała do zlewu. – I po krzyku. Chodź do mnie,
Hugh.
Malec
podbiegł do mamy przytulając się, schował się za nią. Ron nadal był cały
czerwony. Opierał się o blat stołu.
- Hugh, idź do siebie. – nakazała.
Chłopcu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Szybko
wyszedł, a raczej wybiegł, z kuchni.
- Ron, kotek, co jest? – spytała Hermiona zatapiając palce w
włosy Rudego.
- Odczep się. – rzucił krótko.
Hermiona
odsunęła się, zdezorientowana.
- Ronaldzie! Co się z tobą dzieje. Ciągle, o byle co, się
wściekasz na małego i na mnie. Ciągle oskarżasz mnie bezpodstawnie o zdradę. –
krzyknęła oburzona.
- A co? To nie Twój interes. – krzyknął i popchnął kobietę.
Hermiona uderzyła o kant szafki i osunęła się bezwładnie na ziemię.
Ron
deportował się, nie sprawdzając co z brązowowłosą. Ta leżała nieprzytomna na
podłodze kuchni, a wokół było pełno krwi.
Po paru
minutach, kiedy krzyki ucichły mały Hugh zszedł po cichu na dół. Uchylił lekko
drzwi.
-Mamusiu! – krzyknął zapłakany.
Szybko do niej podbiegł i zaczął
lekko szarpać za ramię. Gdzy to nie poskutkowało wziął karteczkę i mazak, i
naskrobał:
Mamusia lezy na podłodze w kóchni i się nierusza. A wokoło jest duzo
krwi. Hugho
Pobiegł na
strych, gdzie była sowiarnia. Wziął brązowobiałą sowę mamy, Imbira, i
przyczepił do nóżki.
- Do cioci Ginny i wujka Harry’go. Lec sybko. Plosze. – powiedział, a sówka
odleciała, a chłopiec pobiegł do mamy.
wtorek, 22 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Brązowowłosa
czarownica szła razem z mężem i pięcioletnim synkiem ulicą Pokątną. Chłopiec
był bardzo inteligentny, co odziedziczył po matce. Usiedli przy jednym ze
stolików w ogródku lodziarni Floriana Foresue’a, obecnie prowadzonej przez jego
syna Larry’go.
- Jakie chcesz lody? – spytała kobieta rudowłosego chłopca.
- Ja poplose lody cekoladowe, mamusiu – odpowiedział
uśmiechając się.
- A ty, Ron? – spytała męża. – Chcesz coś?
- Kawę. – odpowiedział.
Kobieta wstała i weszła do
lodziarni złożyć zamówienie. Wnętrze kawiarni było utrzymane w ciepłych
kolorach. Dominującymi była czerwień i czerń, ale mimo to pomieszczenie nie
było mroczne, a wręcz przeciwnie – ciepłe i przytulne.
- Witaj Hermino. W czym mogę pomóc?
- Hej Larry. Poproszę małe lody czekoladowe, kawę i sorbet
mango.
- 20 knutów.
- Proszę. – wręczyła pieniądze. – Jak u Luny?
- Dobrze. Ciągle zastanawia się nad ślubem. Lista gości
ciągle powstaje. Ja chcę bardziej skromne wesele, tak na pięćdziesiąt osób, a
ona woli urządzić huczne weselisko. A menu to istny koszmar. Ciągle wymyśla
jakieś dziwne potrawy. Nie dociera do niej, że każdy normalny tego nie zje.
- Jak ostatnio wybrałyśmy się z Ginny i Lavander na babski
wieczór to ciągle mówiła o weselu. – powiedziała Hermina. – Taka ona po prostu
jest.
- Ta jej „dziwność” przyciąga mnie do niej. Kocham ją. –
powiedział Larry, nie zauważając jak ubrudził się herbatą, którą popijał. – O
cholerka.
- Oj Larry. Idź to zapierz lepiej. – poradziła uśmiechnięta.
Pożegnała się i zabrała zamówione desery.
Postawiła je na stoliku, przed każdym to, co chciał.
Usiadła
obok synka. Zaczęła jeść lody żartując z chłopcem i obserwując męża.
- Co taki jesteś naburmuszony? – spytała uśmiechając się
zalotnie.
- Co tak długo? – spytał podenerwowany Ronald.
- Zagadałam się z Larrym… - zaczęła, lecz Ron jej przerwał.
- ZNOWU z kimś flirtujesz? –spytał oskarżycielsko –
Zapominasz chyba, że jestem twoim mężem.
- Oj Ron. Ty po prostu jesteś zazdrosny. – powiedziała.
- Weź daj i spokój. – powiedział, wypił kawę i odszedł.
Hermina została sama z synkiem.
Kolejna kłótnia. Chciała płakać, jak zawsze. Ciągle, od dwóch lat, się kłócili.
Dwa lata temu coś się zmieniło. Przez pierwsze cztery lata małżeństwa Ron był
czułym, kochającym mężem. Dbał bardzo o żonę i synka. Poświęcał im całą swoją
uwagę. Potem coś się zmieniło. Coraz rzadziej bywał w domu, często wracał
pijany, w środku nocy.
- Hugho, zjadaj i wracamy do domu. – powiedziała Hermina.
- Dobrze mamusiu. – powiedział. Parę minut później na stole
stały dwa puste pucharki i filiżanka. Naczynia same odleciały do kuchni.
Kobieta
chwyciła synka i teleportowała się pod dom.
Dom państwa
Weasley ’ów znajdował się w magicznej części Londynu. Był duży, z czerwonej
cegły. Miał dwa balkony z czarną balustradą oraz taras. Dach z czarnych dachówek.
Obok, na tzw. dostawce, był obszerny garaż mający miejsce na dwa
samochody. Z tyłu domu był piękny ogród,
pełen różnokolorowych kwiatów, z czego większość stanowiły różne gatunki róż –
ulubionych kwiatów pani Weasley. Obok znajdowało się oczko wodne z małym
mostkiem, kamienna altanka oraz plac zabaw dla małego Hughona.
Będąc małą
dziewczynką marzyła o takim domku, w którym mieszkałaby z rodziną. Z zamyślenia
wyrwał ją głos synka.
- Mamo, co tam stoi? – spytał, pokazując na coś stojące pod
drzwiami wejściowymi.
Walizki. –
pomyślała Hermina.
- Nic takiego. – powiedziała. – Idź do pani Klark. Chciałabym porozmawiać z tatusiem na
osobności, dobrze?
- Dobze mamusiu.
Posłusznie
poszedł parę domów dalej, do pani Wilmy Klark – starszej kobiety, która często
im pomagała, charłaczki. Była ona przyjaciółką profesor McGonagal, obecnej
dyrektorki Hogwartu.
Widząc jak
chłopiec wchodzi do domu starszej pani, ruszyła w stronę swojego. Dwie walizki.
Otworzyła jedną. Była w szoku, widząc zawartość. Jej ubrania, kosmetyki,
dokumenty. W drugiej – rzeczy synka. Zapięła je, zmniejszyła do wielkości
pudełek od zapałek i schowała to torebki. Weszła do domu, trzymając różdżkę w
pogotowiu.
- Experliarmus. – rozbroił ją Ron. Trzymał jej różdżkę w
jednej ręce, a w drugiej swoją celując w Herminę.
- Nie widziałaś walizek? Wynocha.
- Co jak takiego zrobiłam? – spytała. Po jej policzkach
spływały łzy. Walizki położyła na podłodze. Nadal były wielkości pudełek od
zapałek.
- Ty się jeszcze pytasz? Zdradzasz mnie na prawo i lewo. –
krzyknął. W jego oczach malowała się nienawiść.
- Nie prawda. Ja cię NIGDY nie zdradziłam. Nigdy mi to nawet
przez głowę nie przeszło. Ty jesteś tym jedynym. Ja tylko rozmawiam ze
znajomymi. Mam przecież do tego prawo. A rozmowa to nie zdrada.
- Nie łżyj. Masz minutę by się wynieść. Ciesz się, że was
spakowałem. – skierował różdżkę na walizki i je powiększył, a potem znów
celował nią w kobietę.
- Jak możesz. Żonę i synka wyrzucać…
- Skąd mam wiedzieć, że to moje? – spytał.
- Jak możesz? Hugho to TWÓJ syn. – zaszlochała.
- 30 sekund. – powiedział spokojnie
- Możesz oddać mi różdżkę? – spytała, mając łzy w oczach.
- Nie. Żegnam SZLAMO. – odpowiedział sucho. – Dziesięć, dziewięć,
osiem, siedem,…
Wybiegła
zapłakana, ciągnąc za sobą walizki. Ron, mężczyzna, którego kocha wyrzucił ją z
domu z dzieckiem. Uważał, że go zdradzała… zdradza. Że wmówiła mu ojcostwo.
Nieprawda. Ona nigdy nawet nie pomyślała o innym mężczyźnie. Ron był tym
jedynym. W dodatku odebrał jej różdżkę. Nie mogła czarować. Jedynie teleportacja.
Ale co z tego, jak nie miała dokąd. Do Doliny Godryka, gdzie mieszkali
Potterowie? Nie, nie chciała im przeszkadzać. Rodzice? Nie wie gdzie się teraz
znajdują. Przed wojną, by ich chronić przed Voldemortem, wymazała im pamięć i
wysłała do Australii. Po wojnie nie zdołała jednak ich odnaleźć. Nora? Nie.
Chociaż może podrzuci tam synka. Molly i Arthur się ucieszą, że będą mogli
zająć się wnukiem. A ona? Może uda jej się przenocować u jakieś mugolskiej
koleżanki.
Ruszyła do
domu pani Klark, by odebrać synka. Otarła łzy i zapukała.
- Dzień dobry, skarbie. – zaczęła starsza pani.- Płakałaś?
Wejdź.
- Dzień dobry. Nic się nie stało. Chciałam odebrać małego. –
powiedziała, przybierając na twarz „maskę”
- Hermionka, widzę. Wejdź. – powiedziała starsza pani. Chwyciła
młodą kobietę za rękę i wciągnęła do środka.
Kobiety
przeszły do salonu starszej pani. Cały dom był pełny starych, antycznych mebli
i różnych bibelotów. Usiadły na kanapie.
- Gdzie jest Hugho? – spytała Hermina
- Bawi się w pokoju z moimi wnukami. – odpowiedziała
charłaczka- Pokłóciłaś się z Ronem?
- Trochę. – powiedziała odwracając wzrok.
- Hugho mówił coś o walizkach. Możesz przenocować u mnie.
- Dziękuję –odpowiedziała. Była wdzięczna kobiecie za pomoc.
Starsza
pani wstała i ruszyła na piętro. Hermiona poszła za nią. Kiedy szły korytarzem
pewne drzwi się otworzyły i wyszedł Hugho razem z wnukami starszej pani – Celiny
i Marvina. Chłopiec widząc mamę pobiegł do niej z uśmiechem od ucha do ucha.
- Mama!
- Hej skarbie. Co tam?
- Bawiłem się z Celiną i Marvinem. Pokazałem im jak gra sie
w tą grę, którą ty mi dalas, tą co ty bawiłaś. Jerki… te kolorowe patycki
- Bierki. – powiedziała Hermiona. – Hugho, dziś nocujemy u
pani Klark.
- Dobze, ale dlacego? – spytał
- Bo tak. Idź się pobaw z Celiną i Marvinem.
Odszedł.
Hermiona poszła za panią Wilmą, która podczas rozmowy z matki z synem, zniknęła
za drzwiami, pierwszymi po prawej. Weszła do środka. Pokój nie był duży,
utrzymany w pastelowych kolorach żółci i błękitu. W centrum pokoju stało
dwuosobowe łóżko, zaścielone w kremową pościel. Po prawej były drzwi do
łazienki, a po lewej stała stara dębowa szafa. Na wprost było okno, a na
podłodze leżał puchowy, granatowy dywan.
- Dziękuję. – powiedziała Hermiona.
- Nie ma za co. – odpowiedziała kobieta. – Hermionko, wiesz
o tym, że jesteś dla mnie jak córka.
- Ale mimo wszystko.
- Jest już późno. Połóż się spać. Zawołać małego?
- Jakby pani mogła.
Kobieta wyszła.
Po chwili przyszedł mały Hugho i usiadł na łóżku koło mamy. Przytulił ją.
- Mamusiu.
- Tak skarbie?
- Obiecuję Ci, że wszystko będzie dobze.
Niby
dziecko, a tyle rozumiało. Kłótnie rodziców codziennie. Mały Hugho, bardziej
podobny był do matki – inteligentny, czuły, uwielbiał się uczyć. Jej charakter.
Ostatnio poprosił mamę, by nauczyła go czytać i pisać. Tak jak ona nie lubił
latać na miotle. Ograniczył się jedynie do oglądania meczów quidditcha. Ojcu to
się nie podobało. Chłopiec przypominał jedynie ojca z wyglądu – rudowłosą
czuprynką.
Wstał z
łóżka, wziął z walizki piżamkę i poszedł do łazienki. Po paru minutach wyszedł
i wskoczył pod kołdrę.
- Dobranoc, mamusiu. – powiedział.
- Dobranoc. – odpowiedziała kobieta. – Śpij dobrze.
Kolorowych snów.
Hermiona
wstała i zaczęła przeglądać rzeczy, jakie spakował jej mąż. Ubrania małego,
parę zabawek, jej ubrania, kosmetyki… Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Jak on mógł? – pomyślała. – Ja go kocham.
Nagle
usłyszała stukanie w okno. Odwróciła się. Czarna sowa… Uer - sowa Rona. Miał jakąś paczkę i list. Wzięła
kartkę i pudełeczko. Otworzyła je, a tam…
-------------------
Oto pierwszy rozdział. Chcecie się dowiedzieć, co napisał Ron do Hermiony? Co było w pudełku? Czy Hermiona wróci do Rona? O tym w następnym rozdziale.
Subskrybuj:
Posty (Atom)